Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bell. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bell. Pokaż wszystkie posty

4 maja 2012

Tutorial: Zebra i pantera na paznokciach

Cześć,

Dzisiaj pierwszy raz korzystam z automatu, trochę mam obawy czy wszystko pójdzie zgodnie z planem, ale zobaczymy jak wrócę z pracy, czyli jakoś po 23:00 :) 

Tymczasem zapraszam na kolejny paznokciowy tutorial. Do wykonania tego wzoru przydadzą nam się: biały, czarny, jasnoniebieski i niebieski lakier do paznokci, utwardzacz do lakieru oraz pędzelek.



Na początku malujemy nasze paznokcie na biało.



Czarnym lakierem dzielimy paznokcie na cztery mniej więcej równe części.



Jasnoniebieskim lakierem malujemy dwa kwadraty znajdujące się po przekątnej.



Na białych kwadratach czarnym lakierem oraz pędzelkiem malujemy wzór zebry.



Na niebieskich kwadratach również czarnym lakierem malujemy cętki - niedomknięte koła.



Niebieskim lakierem wypełniamy cętki.



Całość pokrywamy utwardzaczem do lakieru.



I gotowe!




I jak Wam się podoba? :)

25 stycznia 2012

#2 - słodkie paznokcie

Hej,

W ramach 10 tygodniowej akcji paznokciowej dodaję kolejny wzór, czyli coś słodkiego. Generalnie z efektu końcowego jestem średnio zadowolona - miało przypominać to muffinka. Ale... Podobno praktyka czyni mistrza ;)


Do wykonania użyłam:
- lakier bazowy - Bell french manicure nr 012
- lakiery do wzoru - Essence biały lakier do stempli, Virtual Fruit Coctail nr 148, Virtual Vinyl Mania nr 69
- utwardzacz - Golden Rose
I jak, daje radę? :)

28 października 2011

Bell - 2Skin, matujący puder z lusterkiem, nr 042

Hej,

Dzisiaj będzie o produkcie, z którym ostatnio bardzo się polubiłam, czyli o nowym pudrze z firmy Bell. Na stronie producenta możemy o nim przeczytać:

Jak Twoja druga skóra!
Zachwycająco lekki, matujący puder prasowany. Doskonale stapia się z cerą zapewniając niezwykle naturalne wykończenie makijażu – idealne dopasowanie, tzw. „Efekt niewidzialnej skóry”!
Dobroczynne działanie Miki gwarantuje miękkość aplikacji, pozostawiając Twoją skórę aksamitnie gładką i miękką w dotyku! Zawarty w formule pudru Kaolin posiada właściwości trwale matujące.
A maleńkie mikro gąbeczki matujące pochłaniają nadmiar sebum z naskórka przez co możesz cieszyć się nieskazitelnie matową cerą przez wiele godzin!
Kompleks Wit. C i E to połączenie ochrony i pielęgnacji, specjalnie z myślą o potrzebach skóry wrażliwej i delikatnej.


Zacznijmy standardowo od opakowania, za które moim zdaniem Bell powinno dostać jakąś nagrodę. Dotychczas moje wszystkie pudry były w zwykłych pojemniczkach, które samo z siebie się otwierało i kiedy chciałam wziąć taki kosmetyk do torebki, to musiałam go wiązać gumką recepturką. Z pudrem 2Skin nie mamy tego problemu - opakowanie jest na zatrzask i generalnie nie ma opcji, żeby samo z siebie się otworzyło. 


W środku znajdziemy dość duże lusterko i gąbeczkę, czyli kolejny plus dla firmy. Dzięki temu rozwiązaniu nie musimy nosić osobno lusterka oraz pędzla, co daje nam więcej miejsca w kosmetyczce. Osobiście z gąbeczki nie korzystam, ponieważ nie lubię, ale na pewno się przyda w nagłych sytuacjach, kiedy potrzebujemy szybkiej poprawki.


Posiadam puder w odcieniu 042, czyli naturalnym. Jako że to również była nagroda (tak, w tym roku mam cholernego farta), to nie miałam wpływu na to, jaki kolor do mnie przyjdzie. Ponieważ jestem blada - nawet latem - to zawsze wybierałam najjaśniejsze odcienie, tudzież transparentne, a i tak zdarzało się że coś było dla mnie za ciemne. Dlatego też kiedy zobaczyłam napis "natural" trochę się załamałam, ale na szczęście niepotrzebnie - puder w żadnym wypadku nie jest pomarańczowy. Generalnie puder jest bardzo jasny i idealnie wpasowuje się w kolor mojej cery. Ładnie wyrównuje jej kolor, matuje na większość dnia (z bazą o której pisałam TUTAJ wytrzymuje cały dzień) oraz pozostawia twarz gładką. Pamiętam jak nałożyłam go pierwszy raz, to nie mogłam przestać się oglądać w lusterku - na prawdę jestem z niego zadowolona, nawet bardziej niż z pudru Rimmela Stay Matte (o nim także kiedyś napiszę).


Puder podczas aplikacji nie osypuje się, przez co moim zdaniem starczy go na dość długo - na chwilę obecną używam go codziennie i ubytku żadnego nie widzę. Przyjemnie się rozprowadza i nie tworzy efektu maski. I rzecz najważniejsza - nie zapycha porów! Zawsze miałam problem, że po użyciu pudru następował nagły wysyp 'niespodzianek', a tutaj nic się nie dzieje, dlatego też puder zdobył moje serce.

skład

Podsumowując - jestem strasznie zadowolona, że puder trafił w moje ręce. W końcu znalazłam coś, co matuje moją twarz na dłużej niż 2 godziny. Z czystym sercem mogę go polecić :)


Cena: 15,50zł (do kupienia TUTAJ)

Miałyście okazję już go użyć? Jakie są Wasze wrażenia?



Korzystając z okazji chciałabym Was jeszcze zaprosić na profil na Facebook'u sklepu Leri, gdzie pod jednym z ostatnich postów można dodać linka do swojego bloga. Kiedy już nasz blog zostanie wybrany (a wybierają 5), to można otrzymać produkty do testowania z serii Anatomicals, o których można poczytać na sklepie lub na blogu C For Craving.

14 października 2011

Bell - Perfect Skin, matująco-wygładzająca baza pod makijaż

Cześć,

Dzisiaj chciałam Wam przedstawić nowość kosmetyczną, z którą ostatnio bardzo się polubiłam, mam na myśli matująco-wygładzającą bazę pod makijaż firmy Bell.

Na stronie producenta możemy przeczytać:

Posiada właściwości wyrównujące powierzchnię skóry, wygładza drobne zmarszczki i niedoskonałości cery.
Trwale matuje, zapobiega świeceniu się skóry i spływaniu makijażu.
Po zastosowaniu bazy skóra staje się aksamitnie gładka w dotyku. Baza ułatwia aplikację fluidu i przedłuża jego trwałość.
Zawiera mineralny filtr UVB.


Może zacznijmy od opakowania. Baza jest zamknięta w bardzo wygodnym, plastikowym odkręcanym słoiczku. Wygodnym, ponieważ średnica opakowania ma mniej więcej 4.5cm, więc bez problemu wyciągniemy ją palcami.


Baza jest w postaci lekko różowego musu, który łatwo i przyjemnie się rozprowadza. Generalnie zauważyłam, że po nałożeniu moja twarz jest leciutko jaśniejsza. Przy aplikacji skóra na twarzy robi się aksamitna i miła w dotyku - szczerze mówiąc to na początku nie mogłam się powstrzymać przed ciągłym dotykaniem twarzy ;) Na pewno mogę powiedzieć, że baza wygładza niedoskonałości, niestety nie zauważyłam żeby radziła sobie z delikatnymi zmarszczkami mimicznymi, ale o tym za chwilę. Produkt po aplikacji jest bez zapachu, jednak kiedy powąchałam bazę w opakowaniu, to przypomina mi tusz do rzęs - nie wiem dlaczego.


 Warto również wspomnieć, że po użyciu bazy bardzo łatwo nakłada się podkład na twarz. Powiedziałabym nawet, że "ślizga" się na naszej skórze, przez co korzystanie z podkładu staje się dla mnie mniej męczące. Generalnie, aby nałożyć bazę na twarz wystarczy jej bardzo niewiele - dlatego też wydaje mi się, że będzie ona wydajna i starczy na dość długo. Nie powiem, trochę się bałam jej użyć, ponieważ nie wiedziałam jak moja problematyczna skóra na nią zareaguje. Na szczęście nic strasznego się nie wydarzyło i po codziennym stosowaniu mogę powiedzieć, że baza mnie nie "zapycha".

skład


I teraz chyba najważniejsza część recenzji, czyli czy baza faktycznie matuję naszą twarz? Zdecydowanie tak! Używałam bazy na trzy różne sposoby:
  1. Sama baza - tutaj mogę powiedzieć, że produkt spisuje się na czwórkę z plusem. Po nałożeniu samej bazy twarz pozostaje matowa przez większą część dnia, co jest dla mnie plusem, aczkolwiek marzeniem byłoby jakby sama baza utrzymywała mat przez cały dzień.
  2. Baza + puder prasowany z tej samej serii (recenzja niedługo) - tutaj sytuacja ma się o wiele lepiej. Twarz pozostaje matowa przez cały dzień, puder nie spływa nam z twarzy i nie potrzeba większych poprawek, aby ładnie wyglądać.
  3. Baza + podkład + puder - szczerze mówiąc, to w tym przypadku baza sprawdziła się trochę gorzej. Jak już wyżej wspomniałam, baza nie wyrównała u mnie zmarszczek mimicznych wokół ust. Nie są one jakieś głębokie, dlatego też liczyłam na to, że podkład nie będzie się zbierał w zagłębieniach - niestety czy z bazą czy bez podkład ląduje w zmarszczkach tworząc nieestetycznie linie, które osobiście mnie bardzo denerwują. Żeby nie było, buzia w tym wydaniu również jest matowa cały dzień, tylko te zmarszczki... ;)
Podsumowując. Bardzo się cieszę, że miałam okazję wypróbować tę bazę, na pewno zostanie ze mną na długo :)

Miałyście okazję ją przetestować?


Cena: 19zł (do kupienia TUTAJ)



Chciałam Wam jeszcze powiedzieć, że kupiłam wczoraj masło do ciała o zapachu mango w Biedronce i niestety się trochę zawiodłam. Ale o tym może jutro, także zapraszam do obserwowania lub polubienia kallineczki na facebook'u :)

17 września 2011

Bell – prasowany róż do policzków, nr 002

Cześć,

Dzisiaj będzie o kosmetyku, który moim zdaniem powinien znajdować się w kosmetyczce każdej kobiety. Mam na myśli oczywiście róż do policzków. Mój wybór padł na firmę Bell – mam do niej sentyment, jak byłam dzieciakiem, to kupowałam ich produkty (są w przystępnych cenach) i zostało mi tak do dzisiaj. No ale do rzeczy. Na stronie producenta możemy przeczytać:

Lekki, nie zatykający porów skórnych róż, z zawartością naturalnych antyutleniaczy - witaminy C i E.
W wyjątkowy sposób ożywia cerę i dodaje urody.
Doskonale skomponowane odcienie, plastycznie zespalają się z kolorytem cery, nadają jej naturalnego i młodzieńczego wyglądu.
Zastosowanie drobinek miki sprawia, że róż nakłada się łatwo, nie tworzy smug i utrzymuje się na twarzy przez cały dzień. 


Będąc rok temu w drogerii miałam do wyboru róż różowy albo pomarańczowe (tak sobie je podzieliłam ;)), a że wiem jak wyglądam z pomarańczą na policzkach (tragicznie), to wybór nie był trudny. Wzięłam na ślepo róż o numerze 2, czyli ten najbardziej różowy i szczęśliwa pomaszerowałam do domu.

Róż znajduje się w plastikowym okrągłym opakowaniu, dokładnie takie jak ma większość cieni do powiek – jest zamykane na zatrzask. Trochę jest niewygodne, ale da się przeżyć.


Róż jest bardzo wydajny i całkowicie matowy. Używam go od zeszłego roku i mam wrażenie że go wcale nie ubywa. Co do jego konsystencji to jest twardy jak kamień, przez co nie rozsypuje się przy aplikacji, więc może stąd jego wydajność.

Generalnie tym różem nie można zrobić sobie krzywdy. Jest bardzo delikatny przy nakładaniu, nie pozostawia smug i tak szczerze mówiąc trzeba się trochę pobawić, żeby cokolwiek było widać. Dla mnie jest to ogromny plus, nie lubię mieć za dużo koloru na policzkach. Dodaję zdjęcie z różem na policzkach, nie wiem czy się czegoś na nim doszukacie ;) Czytałam również opinie, że jest on nietrwały – z tym nie mogę się zgodzić. Testowałam go ostatnio na weselu i u mnie wytrzymał cały dzień.




Cena: 6zł

A jak już jesteśmy przy temacie firmy Bell, to chciałam się pochwalić, że wygrałam u nich na FB kosmetyki do testowania. Także możecie się spodziewać recenzji za jakiś czas :)

Macie jakieś ulubione kosmetyki z Bell?

17 sierpnia 2011

Bell – lakier do paznokci, french manicure

Witam po długim weekendzie, pogoda dopisała? Bo u mnie średnio.

Kupiłam ten lakier (+ biały) już jakiś czas temu i szczerze mówiąc jestem nim trochę zawiedziona. No ale od początku. Wybrałam odcień 012 według informacji na karteczce z kodem kreskowym - jest to jasny, mleczny beż. Niestety aby uzyskać efekt taki jak na zdjęciach poniżej musiałam nałożyć 3 (!) warstwy lakieru – zajmuje to strasznie dużo czasu, a wszystko przez to, że lakier jest rzadki. Pierwsza warstwa jest delikatna i pozostawia smugi. Jakbym nie pomalowała, to zawsze są linie po pędzelku. Druga warstwa dalej robi smugi, ale już nie takie jak w przypadku pierwszej warstwy. Dopiero 3 malowanie wszystko zakrywa i możemy się cieszyć ładnymi paznokciami. Dobrze chociaż, że szybko schnie, bo inaczej dostałabym szału podczas malowania. Moim zdaniem nie bardzo nadaje się on do frencha – wyobraźcie sobie nakładać trzy warstwy lakieru, a na to robić jeszcze biały pasek, co daje nam łącznie cztery warstwy, które pewnie nie przeżyłyby jednego mycia naczyń. Generalnie lakier wytrzymuje do 5 dni, no ale jak wiadomo wszystko zależy od tego, co robimy w domu. Podsumowując – gdyby nie jego kiepskie krycie, to miałby u mnie piątkę. Jednakże kolor to rekompensuje i cena. Lubicie takie jasne lakiery, czy wolicie coś ciemniejszego?

Cena: 6zł



11 sierpnia 2011

Bell – błyszczyk do ust z efektem 3D

Cześć,

Dzisiaj postanowiłam dodać recenzję jednego z moich ulubionych błyszczyków. Kupiłam go niedawno w osiedlowej drogerii, ponieważ szukałam czegoś, co optycznie powiększy moje usta. Wybór padł na Milky Shake firmy Bell, odcień 09. Jak informuje producent:

Technologia 3D optycznie powiększa i uwypukla usta.
Aksamitnie jogurtowa konsystencja wygładza je pozostawiając na nich mokry, niesamowicie lśniący efekt.
Błyszczyk dodatkowo zawiera substancje nawilżające i chroniące delikatny naskórek przed wysychaniem i pierzchnięciem.
Półtransparentny, mleczny kolor subtelnie rozjaśnia usta.
Przygotowany w pięciu matowych odcieniach naturalnie podkreślających usta.

Generalnie jestem zadowolona – błyszczyk jest bardzo jasny, co sprawia, że moje usta wyglądają na większe. Posiada on pędzelek, co jest ogromnym plusem, ponieważ gąbeczki są dla mnie niedokładne. Błyszczyk jest gęsty, więc jeżeli ktoś nie lubi klejących się ust, to radzę zainwestować w coś innego. Co jeszcze... Trwałość, tutaj nie oczekiwałabym od niego cudów, wytrzymuje bez poprawek maksymalnie 2 godziny. Natomiast jeśli chodzi o nawilżanie to ma u mnie piątkę. Generalnie mam wiecznie suche usta, a ten błyszczyk całkiem dobrze radzi sobie z ich nawilżaniem – nie są po nim ściągnięte, ani nie pękają. Podsumowując – jeżeli nie szukacie błyszczyka na jakieś większe wyjścia, a Wasz budżet jest trochę ograniczony, to z czystym sercem mogę go Wam polecić. Na pewno jest wart wypróbowania. A co Wy o nim myślicie?

Cena: 12zł