Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oczy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oczy. Pokaż wszystkie posty

7 listopada 2012

Essence - Breaking Down, żelowy eyeliner

Jak już zapewne większość z Was wie, w Drogeriach Natura zaczęła się pojawiać limitowana edycja z Essence - Breaking Down inspirowana nie czym innym, jak Zmierzchem.

Długo się zastanawiałam czy cokolwiek chcę z tej limitowanki. Dzisiaj postanowiłam wpaść do drogerii, żeby zobaczyć wszystko na żywo. Generalnie nie zrobiła na mnie jakiegoś wielkiego wrażenia - rozświetlacz i róż nie w moim typie, pigmentów bym nie używała, lakiery i błyszczyki jakieś takie 'normalne', podobnie jak eyelinery.

Stałam z 10 minut przed szafą i zastanawiałam się czy coś chcę, ostatecznie wzięłam żelowy eyeliner o numerze 02 - Jacob's protection, czyli kolor granatowy.


3 czerwca 2012

Rimmel - kryjący korektor rozświetlający z serii Wake me Up, nr 010 Ivory

Cześć,

Powoli wracam do żywych. Cieszę się, że w końcu mam czas, żeby pobyć tutaj dłużej niż 5 minut. Mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku, bo mnie złapał jakiś egzystencjalny dół i czuję się jakoś tak, za przeproszeniem, do dupy.

Ale koniec marudzenia, opowiem Wam o moim ulubionym korektorze pod oczy z firmy Rimmel.


Korektor pochodzi z serii Wake me Up (recenzja podkładu), znajduje się w 7ml opakowaniu, jest ważny 24 miesiące od otwarcia i podobnie jak podkład posiada pomarańczową nakrętkę, przez co łatwo go znaleźć.

Pierwszy korektor Rimmel, który pobudza i rozświetla okolice oczu. W całości kryje przebarwienia i inne niedoskonałości. Działa natychmiast przeciw oznakom zmęczenia.
Zawiera peptydy i nawilżający kompleks witaminowy. 


Korektor nakładamy za pomocą gąbeczki - osobiście nie widzę plusów, czy też minusów tego sposobu aplikacji i tak później wklepuję wszystko palcami. Jego konsystencja jest kremowa, dobrze się rozprowadza - nie zasycha szybko.


Kolor jaki posiadam to nr 010 Ivory, czyli najjaśniejszy z dostępnych odcieni - jest bodajże jeszcze jeden, ciemniejszy kolor. O dziwo, korektor jest jasny i ładnie stapia się ze skórą wokół oczu, przez co jest praktycznie niewidoczny.

Produkt nie posiada żadnego zapachu (no dobra, ja nic nie czuję), słabo kryje ale za to ładnie rozświetla skórę wokół oczu - po użyciu spojrzenie nabiera blasku i wyglądam o wiele lepiej niż bez niego. Generalnie wpatrywałam się w niego dosyć długo, aby zobaczyć czy posiada jakieś drobinki - niestety niczego się nie doszukałam, więc uznajmy, że jest bezdrobinkowy ;)

Kolejna rzecz, która mnie w nim urzekła to to, że korektor nie zbiera się w załamaniach, nie roluje się, nie robi plam i wszystkich innych niefajnych rzeczy, jakie może robić korektor i do tego wytrzymuje cały dzień.

Nie zauważyłam również aby przesuszał / nawilżał skórę wokół oczu czy też ją podrażniał.

Podsumowując - ja jestem bardzo z niego zadowolona i mogę go Wam polecić, zwłaszcza że 18 czerwca w drogeriach Rossmann będzie on w promocji za 10,79zł :)


Używałyście go? 
Jesteście tak jak ja z niego zadowolone, czy może jest to bubel roku (bo takie opinie też się trafiają)? :)

25 marca 2012

Ziaja - Dwufazowy płym do demakijażu oczu + prośba :)

Cześć,

Czy u Was też tak pięknie świeci słońce? W końcu mamy wiosnę! Nie wiem jak Wy, ale ja się strasznie cieszę, że już nie muszę nosić tych ciężkich butów i długiego płaszcza :)

Dzisiaj opowiem Wam o moim ulubieńcu, mianowicie o dwufazowym płynie do demakijażu z Ziaji.


Produkt zamknięty jest w 120ml plastikowej buteleczce. Posiada ona małą dziurkę, a nie otwór wielkości palca. Dzięki temu wylewamy tyle płynu ile potrzebujemy, nic się nie marnuje i cieszymy się z jego wydajności.

Dwufazowy płyn jest idealny do zmywania kosmetyków wodoodpornych. Z informacji zawartych na opakowaniu dowiemy się, że szybko i skutecznie usunie nasz makijaż, nie pozostawi tłustej warstwy wokół oczu oraz nawilży naszą skórę.

skład

Generalnie ze wszystkim się zgadzam, ale... Płyn pozostawia tłusty film na skórze, co mnie bardzo denerwuje. Jeśli tego nie lubicie, to płynu nie polecam, ale zawsze można zrobić tak jak ja - przetrzeć twarz płynem, a potem umyć żelem.

Produkt radzi sobie na przykład z wodoodpornym tuszem Rimmela, czy też żelowym eyelinerem z Essence. Wystarczy przyłożyć wacik do oka, przytrzymać chwilę i potem ewentualnie poprawić to, co jeszcze zostało.

Płyn jest bardzo tani (w Rossmannie bodajże 5,99zł) oraz wydajny - jedno takie opakowanie starcza mi na około 2 miesiące. Warto wspomnieć, że jest bezzapachowy oraz nie szczypie w oczy, jak się do nich dostanie. Ja jestem z niego zadowolona i z czystym sercem mogę go Wam polecić :)

A Wy czym zmywacie swój makijaż? :)



* * *

Przy okazji mam do Was prośbę. Biorę udział w konkursie na facebookowym profilu Bell i problem polega na tym, że aby w ogóle wziąć w nim udział wymagane jest 50 głosów. Jeżeli podoba Wam się moje zdjęcie, albo po prostu chcecie pomóc i zagłosujecie, to będę bardzo wdzięczna :)

aby zagłosować kliknij w zdjęcie - zostaniesz przeniesiony do aplikacji konkursowej

Z góry bardzo wszystkim dziękuję!

14 stycznia 2012

Rimmel - tusz do rzęs Extra Super Lash Waterproof

Hej,

Dzisiaj chciałam Wam przedstawić mój ulubiony tusz do rzęs Extra Super Lash od Rimmel. Dotychczas zawsze używałam wersji normalnej, to znaczy nie wodoodpornej, ale że nie mogłam go znaleźć to wzięłam ten z nadzieją, że będzie równie fajny jak jego brat.


Na stronie producenta możemy przeczytać:
Głównym benefitem linii maskar Extra Super Lash jest nieograniczone pogrubienie dzięki możliwości nałożenia wielu warstw maskary - bez ryzyka sklejania i grudek. W 100% wodoodporny i trwały makijaż aż do 12 godzin! Formuła wzbogacona witaminą E oraz naturalnymi woskami i trwałymi pigmentami tworzy na powierzchni rzęs gładki film, który błyskawicznie wysycha i jest odporny na rozmazywanie i osypywanie. To idealna maskara do kreowania makijażu zarówno codziennego, jak i wieczorowego zmysłowego w stylu glamour.


Tusz znajduje się w 8ml opakowaniu i jest ważny 12 miesięcy od otwarcia. Jak widać na zdjęciu szczoteczka jest "trójkątna" i wykonana z włosia. 

Używam tego tuszu od około dwóch lat z przerwami i mogę powiedzieć że poza tym że jest wodoodporny nie różni się niczym od tego nie wodoodpornego. Tusz ładnie wydłuża rzęsy oraz się raczej nie kruszy. Raczej, ponieważ jeśli pomaluję dolne rzęsy, a ogólnie ich nie maluję - za często trę oczy, to tak - mam rozmazany tusz pod oczami. Jeżeli pomaluję tylko górne rzęsy to absolutnie nic się z nim nie dzieje. Generalnie wczoraj przeżył 10 minutową zamieć śnieżną i nic się z nim nie stało - pod tym względem jestem bardziej przekonana do wersji wodoodpornej. Czy skleja rzęsy? Jeżeli nałożymy go za dużo to tak, przy mniejszych ilościach nie ma tego problemu. Nie zauważyłam również aby kiedykolwiek zrobiły mi się grudki na rzęsach.

Z serii wodoodpornej dostępny jest tylko kolor czarny, dlatego też wielbicielki brązów mogą być lekko zawiedzione. Warto również wspomnieć, że najlepiej zmyć tusz płynem dwufazowym - u mnie sprawdza się płyn z Ziaji.

Teraz czas na efekty...

przed pomalowaniem

po pomalowaniu

Można zauważyć znaczne wydłużenie, z pogrubieniem trochę gorzej. Jednakże kiedy najpierw nałożę tusz Super Shock Max z Avonu, o którym pisałam TUTAJ, a następnie tusz z Rimmela to efekt jest o wiele lepszy. Bądź co bądź, ja jestem z niego zadowolona i na pewno jeszcze nie raz do niego wrócę.

Cena: poniżej 20zł

Wolicie jak Wasze rzęsy wyglądają naturalnie, czy może wolicie efekt sztucznych rzęs?
Jeśli tak jak ja wybrałyście drugą odpowiedź, to może możecie mi coś polecić? :)

19 grudnia 2011

Ziaja - Kozie mleko, krem pod oczy

Cześć,

Trochę mnie nie było, ale pozwolę sobie zrzucić winę na studia - tak, to one są wszystkiemu winne ;)
Dzisiaj opowiem Wam o kremie pod oczy z Ziaji, który ostatnimi czasy bardzo polubiłam. 


Na opakowaniu i stronie internetowej producenta możemy przeczytać:

Lekki, bezzapachowy krem przeznaczony do pielęgnacji delikatnej skóry wokół oczu.
Aktywnie odżywia i uelastycznia skórę.
Doskonale nawilża, tonizuje i lekko napina naskórek.
Skutecznie zapobiega wiotczeniu skóry.
Wyraźnie wygładza i spłyca drobne zmarszczki.

Generalnie krem zamknięty jest w 15ml tubce, przez co aplikacja jest bardzo wygodna. Nie musimy grzebać palcami w słoiczkach, tylko rach-ciach wyciskamy odpowiednią ilość kremu na skórę pod oczami i wklepujemy.

Krem ma całkiem fajną konsystencję - porównałabym go do balsamu, łatwo się rozprowadza. Do tego szybko się wchłania i nie pozostawia żadnego filmu. Nie posiada również żadnego zapachu oraz nie uczula - względnie nie szczypie w oczy. Jako osoba posiadająca alergię (swędzą mnie oczy), nie raz drapałam się i wkładałam krem do oka ;)


Teraz czas na efekty. Po miesiącu testowania na pewno mogę powiedzieć, że krem ładnie nawilżył skórę pod oczami i ją uelastycznił. W każdym bądź razie jest przyjemna w dotyku i gładka, nawet w lusterku trochę widać tą poprawę. Czy spłycił lub wygładził drobne zmarszczki? Niestety nie, wszystkie cały czas są na swoim miejscu i chyba już mnie nigdy nie opuszczą. Na opakowaniu możemy jeszcze przeczytać, że witamina A rozjaśni nam przebarwienia - tutaj ciężko mi się wypowiedzieć. Problemu z cieniami pod oczami nie mam, ale można zauważyć, że nasza skóra (przez co również cała twarz) wygląda na wypoczętą i promienną. To chyba zasługa tego "odżywienia".

skład

Podsumowując - jeżeli szukacie dobrze nawilżającego kremu pod oczy, to polecam. Za taką cenę grzech nie przetestować.

Cena: ok. 6zł (Rossmann)


A Wy jakich kremów pod oczy używacie? :)


Na koniec chciałabym przywitać wszystkich nowych obserwatorów! Jest mi niezmiernie miło, że mój blog się małymi kroczkami rozwija :)

12 listopada 2011

Wibo - Lovely, czarny eyeliner

Jakiś czas temu kupiłam sobie w Rossmannie najtańszy eyeliner, coby nauczyć się robić ładne kreski. Padło na produkt marki Wibo. Od razu zaznaczam, że jest to chyba stara wersja eyelinera, ale w każdym bądź razie u mnie był dostępny, to powędrował do koszyczka.


Opakowanie eyelinera jest ładne i małe (2,5g) przez co można go wszędzie zabrać, ale też łatwo go zgubić pośród wielu innych kosmetyków.


Generalnie eyeliner posiada długi i cieniutki pędzelek. Szczerze mówiąc to nie polubiłam się z nim, ponieważ jako osoba niedoświadczona w robieniu kresek miałam problemy z namalowaniem prostej kreski, ponieważ pędzelek lubi się wyginać - chwila nieuwagi i mamy falę na powiece (i wcale to nie jest wina drżących rąk ;)).


Jak widać na powyższym zdjęciu pędzelek pozwala nam na namalowanie kresek różnej grubości. Co do samego tuszu, to nie zrobił na mnie wrażenia - nie jest to głęboka czerń, jakiej oczekiwałam. Jeżeli nabierzemy więcej tuszu na pędzelek, to wygląda jako tako ale pozostawia smugi, które szybko zasychają i jedynym rozwiązaniem jest zmycie wszystkiego i namalowanie kreski od nowa. Z drugiej strony, jeżeli weźmiemy za mało tuszu, to kreska jest bardziej szara niż czarna.

Trwałość eyelinera również nie zachęca do jego kupna - odbija się na powiekach i rozmazuje (mam tłuste powieki). Za to ładnie wszystko schodzi przy użyciu najzwyklejszego mleczka do demakijażu.

Podsumowując - ja zadowolona nie jestem. Kresek z tym eyelinerem prostych się nie nauczyłam robić, a i trwałość nie zachwyca. Jednakże czego oczekiwać od produktu za taką cenę. Czas zainwestować w coś innego, bo z kredkami też jest dużo zachodu ;)

Cena: ok. 6zł


A Wy jakie lubicie eyelinery?
A może wolicie kredki do oczu?

2 października 2011

Avon - tusz do rzęs Super Shock Max

Hej,

Całkiem niedawno, bo jakiś miesiąc temu, zakupiłam nowy tusz do rzęs Avonu - Super Shock Max. Jest to nowa wersja starego tuszu, o którym naczytałam się pełno pozytywnych opinii, a którego nigdy nie miałam.


Zachęcona pozytywnymi opiniami starej wersji i promocją dla konsultantek kupiłam go z nadzieją, że to będzie ten jedyny. Niestety nie sprawdził się...

Tusz posiada bardzo dużą sylikonową szczoteczkę z krótkimi włoskami. Generalnie na początku jego używania nie raz i nie dwa wsadziłam sobie tę szczoteczkę do oka, ponieważ nie przywykłam do takich gigantów. Jest na prawdę duża.


Jak widać na zdjęciu włoski są na prawdę króciutkie i przez to sklejają mi rzęsy, które przy zbyt dużej warstwie tuszu nie wyglądają zachęcająco. Możecie również zobaczyć, że na końcu szczoteczki zostaje dość duża warstwa tuszu, co dla mnie jest ogromnym minusem, ponieważ muszę to wycierać o brzeg opakowania i się brudzę, albo przy malowaniu upaćkam sobie powieki. Kolejnym minusem tego tuszu jest to, że już robi się suchy, a mam go od około miesiąca i coraz ciężej się go aplikuje. 

Producent obiecuje 15 krotnie grubsze rzęsy, co wyszło widać, a nałożyłam z trzy warstwy ;)

przed pomalowaniem
po pomalowaniu

Żeby nie było, że ten tusz ma same minusy, to teraz kilka plusów. Na pewno plusem jest jego kolor - jest na prawdę czarny, a nie ciemno szary jak miałam przy większości tuszy. Co do trwałości, to mogę powiedzieć że jest trwały, nie odbija się, nie kruszy oraz łatwo go zmyć mleczkiem do demakijażu. I najważniejsza informacja dla alergików - nie pieką mnie po nim oczy.

Podsumowując, fajny tusz ale jak dla mnie bardziej wydłużający niż pogrubiający. W każdym bądź razie szału na mnie nie zrobił i więcej go nie kupię. Będę dalej szukała ideału.

A jakie są Wasze wrażenia po jego użyciu?

Cena: ok. 20zł (Avon)

15 września 2011

Joko, Virtual – baza pod cienie

Po krótkiej przerwie wracam z kolejną recenzją. Dzisiaj o produkcie, który już od pierwszej aplikacji jest moim numerem jeden.

Zacznijmy od tego, że nigdy nie używałam cieni do powiek. Powód jest prosty – mam tłuste i na dodatek opadające powieki i każdy cień po dwóch godzinach ze mnie spływał, a kredki odbijały się tworząc dziwne szlaczki. Generalnie wyglądałam jakbym miała podbite oczy (względnie panda), dlatego też cienie były głęboko schowane, a jedynym makijażem oczu był tusz do rzęs.

Moja zeszłotygodniowa nieobecność była spowodowana dwudniowym weselem. Wyobraziłam sobie wtedy te wszystkie dziewczyny tak ładnie wymalowane, a pośród nich ja – tylko z tuszem na rzęsach. Obraz ten mnie zmotywował i pędem poleciałam do osiedlowej drogerii w poszukiwaniu bazy pod cienie. Wybór nie był trudny, ponieważ przez tydzień naczytałam się milion opinii o produkcie firmy Virtual.




Baza znajduje się w 5 gramowym plastikowym słoiczku z wielkim otworem, co ułatwia jej wyciągnięcie. Z łatwością zmieszczą w niej się nasze dwa palce ;) Jest ona koloru cielistego z delikatnymi drobinkami, które są ledwo widoczne po aplikacji.




Konsystencja jest jak dla mnie tragiczna. Nie mam porównania z innymi bazami, ale nie wydaje mi się aby wszystkie takie były. Baza jest strasznie twarda, zbita. Porównuję ją do masła wyciągniętego prosto z lodówki, z którym niewiele można zrobić. Nie wiem czy trafiłam na jakiś felerny egzemplarz, czy ta baza tak po prostu ma.

W każdym bądź razie przy jej wyciąganiu palcem pozostają na nim takie grudki, które wklepujemy w powiekę, staramy się nałożyć cienką warstwę. Nie próbujcie jej rozsmarowywać, chyba że marzycie o jakże pięknych zmarszczkach. Musiałam się trochę nabawić, żeby tę bazę nałożyć, ale dla późniejszego efektu myślę, że warto się poświęcić.




Jak wspominałam wyżej, bazę kupiłam ze względu na wesele i wtedy też przeszła ona chrzest bojowy. Produkt strasznie wydłuża trwałość cieni, ze spokojem wytrzymują na oku do 10 godzin. Powyżej tego czasu zauważyłam, że zaczyna się zbierać w załamaniach powieki – tak specjalnie dla Was chodziłam do toalety robić notatki ;) Zauważyłam również, że cienie lepiej się rozprowadzają na bazie, niż bez niej. Baza podbija również kolor cieni, co możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej – po lewej cień bez bazy, a po prawej z bazą. Do tego wydaje mi się, że jest ona bardzo wydajna i starczy spokojnie na rok, o ile nie więcej. 




Podsumowując – gdyby nie konsystencja, to byłby to produkt marzeń, jednakże bez względu na to polecam. 

Również jesteście zadowolone z tej bazy? :)

Cena: 11zł