Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Twarz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Twarz. Pokaż wszystkie posty

3 czerwca 2012

Rimmel - kryjący korektor rozświetlający z serii Wake me Up, nr 010 Ivory

Cześć,

Powoli wracam do żywych. Cieszę się, że w końcu mam czas, żeby pobyć tutaj dłużej niż 5 minut. Mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku, bo mnie złapał jakiś egzystencjalny dół i czuję się jakoś tak, za przeproszeniem, do dupy.

Ale koniec marudzenia, opowiem Wam o moim ulubionym korektorze pod oczy z firmy Rimmel.


Korektor pochodzi z serii Wake me Up (recenzja podkładu), znajduje się w 7ml opakowaniu, jest ważny 24 miesiące od otwarcia i podobnie jak podkład posiada pomarańczową nakrętkę, przez co łatwo go znaleźć.

Pierwszy korektor Rimmel, który pobudza i rozświetla okolice oczu. W całości kryje przebarwienia i inne niedoskonałości. Działa natychmiast przeciw oznakom zmęczenia.
Zawiera peptydy i nawilżający kompleks witaminowy. 


Korektor nakładamy za pomocą gąbeczki - osobiście nie widzę plusów, czy też minusów tego sposobu aplikacji i tak później wklepuję wszystko palcami. Jego konsystencja jest kremowa, dobrze się rozprowadza - nie zasycha szybko.


Kolor jaki posiadam to nr 010 Ivory, czyli najjaśniejszy z dostępnych odcieni - jest bodajże jeszcze jeden, ciemniejszy kolor. O dziwo, korektor jest jasny i ładnie stapia się ze skórą wokół oczu, przez co jest praktycznie niewidoczny.

Produkt nie posiada żadnego zapachu (no dobra, ja nic nie czuję), słabo kryje ale za to ładnie rozświetla skórę wokół oczu - po użyciu spojrzenie nabiera blasku i wyglądam o wiele lepiej niż bez niego. Generalnie wpatrywałam się w niego dosyć długo, aby zobaczyć czy posiada jakieś drobinki - niestety niczego się nie doszukałam, więc uznajmy, że jest bezdrobinkowy ;)

Kolejna rzecz, która mnie w nim urzekła to to, że korektor nie zbiera się w załamaniach, nie roluje się, nie robi plam i wszystkich innych niefajnych rzeczy, jakie może robić korektor i do tego wytrzymuje cały dzień.

Nie zauważyłam również aby przesuszał / nawilżał skórę wokół oczu czy też ją podrażniał.

Podsumowując - ja jestem bardzo z niego zadowolona i mogę go Wam polecić, zwłaszcza że 18 czerwca w drogeriach Rossmann będzie on w promocji za 10,79zł :)


Używałyście go? 
Jesteście tak jak ja z niego zadowolone, czy może jest to bubel roku (bo takie opinie też się trafiają)? :)

11 maja 2012

Essence - LE Marble Mania, czyli małe zakupy

Cześć,

Dzisiejszy dzień był emocjonujący. Wczoraj dowiedziałam się od jednej dziewczyny z wizażu (pozdrawiam!), że limitowana edycja Essence - Marble Mania (pisałam o niej TUTAJ) jest już dostępna u mnie w mieście i że róże zostały wykupione. Nie muszę chyba pisać, jak się czułam czytając tą informację - łowczynie limitowanek na pewno mnie zrozumieją :D

Bądź co bądź, przed zajęciami pojechałam do innej Natury - trochę zrezygnowana, przecież jak wyłożyli kosmetyki wczoraj, to na 100 procent nic już nie ma. Wchodzę do środka i moim oczom ukazał się piękny widok - cała edycja limitowana! Oczywiście czym prędzej podbiegłam do szafy i porwałam róż oraz malinowy lakier do paznokci :)

Tymczasem zapraszam na małą prezentację - zaznaczam przy tym, iż nie jest to pełna recenzja, na to przyjdzie czas :)

 
Wypiekany róż do policzków znajduje się w plastikowym opakowaniu - dokładnie takim jak cienie do powiek, ma 7g oraz jest ważny 18 miesięcy od otwarcia.


Róż jak widać składa się z kilku kolorów - odcieni różu oraz pomarańczy. Kolor końcowy strasznie mi się podoba - generalnie wszystkie różowe róże zdobywają moje serce ;)


Róż posiada mikro drobinki, które tak naprawdę ciężko dostrzec, a dzięki którym produkt ładnie się mieni. Dotychczas miałam tylko matowe róże do policzków, więc połysk jest dla mnie czymś nowym, ale już mi się podoba. Róż sam w sobie jest delikatny i musiałam dużo go nałożyć na rękę i policzki, żeby było cokolwiek widać na zdjęciach - moim zdaniem ciężko będzie zrobić sobie nim krzywdę.

Jak same widzicie, efekt końcowy jest delikatny. Kolor możemy stopniować, mimo iż w opakowaniu wygląda na bardzo intensywny. Po nałożeniu twarz wygląda świeżo i promiennie, zupełnie inaczej niż przy moim matowym różu z Bell.

Kolejną rzeczą jaką kupiłam jest lakier do paznokci nr 01 Raspberry swirl, czyli kolor różowy. Generalnie kolor na zdjęciu jest trochę przekłamany, jest bardziej różowy niż czerwony - trudno to uchwycić na zdjęciu.


Pomalowałam tylko jeden paznokieć, więc zdjęć nie porobiłam - pojawią się w tygodniu. Generalnie lakier kryje po jednej warstwie, świetnie się rozprowadza i ma kosmicznie długi pędzelek. Do tego warto wspomnieć, że szybko schnie (nawet nie 5 minut) i ma świetny kolor. Jestem z niego na chwilę obecną zadowolona i cieszę się, że go wzięłam.

A Wy upolowałyście już coś z Marble Manii? :)

27 kwietnia 2012

Rimmel - Podkład Wake Me Up, nr 100 Ivory

Cześć,

Ostatnio dużo się u mnie dzieje - początek sesji + szkolenia do nowej pracy = brak czasu na cokolwiek, ale dam radę! A przynajmniej mam taką nadzieję :)

Dzisiaj opowiem Wam o nowym podkładzie od Rimmela, czyli Wake Me Up.


Pierwszy podkład Rimmel, który pobudza cerę i sprawia, że promienieje blaskiem. Nadaje skórze nieskazitelny wygląd. Działa natychmiast przeciw oznakom zmęczenia. Zawiera peptydy i nawilżający Kompleks Witaminowy.

Podkład znajduje się w 30ml szklanej buteleczce. Jest ważny 24 miesiące od otwarcia, posiada pompkę oraz fajną pomarańczową nakrętkę, przez co łatwo można go znaleźć w czeluściach "kosmetycznego domku".


Odcień jaki posiadam jest najjaśniejszym z dostępnych, czyli nr 100 Ivory. Szczerze mówiąc jest on chyba dla mnie troszeczkę za ciemny na chwilę obecną, jednak myślę, że jak się opalę to będzie w sam raz.


Podkład jest gęsty i łatwo się rozprowadza. Dodatkowo podoba mi się jego zapach - ja tam czuję zieloną herbatę, aczkolwiek mój zapach może być trochę spaczony, więc tym proszę się nie sugerować ;)

W podkładzie znajdują się mikroskopijne drobinki (w sumie to trzy na krzyż) - tak naprawdę trzeba się bardzo dobrze przyjrzeć, aby je w ogóle zobaczyć - które mają za zadanie rozświetlić naszą twarz.

Jako że posiadam cerę mieszaną podkład u mnie się nie sprawdził. Po 3 godzinach moja twarz zaczyna się świecić, podkład wchodzi w pory i załamania skutecznie je podkreślając i w ogóle całość wygląda nieciekawie.

Fakt faktem, że twarz chwilę po jego nałożeniu wygląda całkiem przyjemnie, ale na dłuższą metę jest on nietrwały i się z nim nie polubię. Podkład do kryjących nie należy - według mnie wyrównuje tylko koloryt skóry, giną drobne zaczerwienienia, ale nic poza tym. Czytałam również na niektórych blogach, że po jego dłuższym używaniu dziewczyny wysypywało - u mnie na szczęście nic takiego nie wystąpiło, twarz jaka była taka jest nadal. I jeszcze jedna rzecz - delikatnie podkreśla suche skórki.

bez podkładu / z podkładem

Efekty możecie ocenić same, mam nadzieję że cokolwiek widać i że podobają Wam się takie porównania przed i po :)

Czy polecam? Trudno powiedzieć, u mnie się nie sprawdził, ale może dziewczyny, które mają cerę normalną/suchą będą zadowolone. Generalnie bardziej do gustu przypadł mi korektor pod oczy z tej samej serii, o którym także niedługo napiszę.

Używałyście już tego podkładu?
Jesteście zadowolone?

Pozdrawiam :)

17 kwietnia 2012

Dermo pHarma - Głęboko oczyszczające plastry na nos

Cześć,

Dzisiaj będzie o oczyszczających plastrach na nos. Szczerze mówiąc podchodzę dość sceptycznie do tego typu wynalazków, ale że byłam ostatnio w Naturze i się na nie natknęłam, to stwierdziłam "czemu nie?".




10 kwietnia 2012

SKINFOOD - krem BB z serii Good Afternoon do cery tłustej, brzoskwiniowa zielona herbata, nr 1 light beige

Cześć,

Jak już niektóre z Was wiedzą w marcu przybył do mnie mój pierwszy krem BB. Możliwe, że dwa tygodnie codziennego testowania to nie jest długo, ale myślę, że po takim czasie można już coś o nim powiedzieć. Mój wybór padł na firmę SKINFOOD i nową serię Good Afternoon. Przyznam się, że kupiłam go zupełnie w ciemno - co prawda obejrzałam zdjęcia na zagranicznych blogach, coś tam poczytałam, ale wiecie jak wygląda kupowanie bez "pomacania".

każde zdjęcie można powiększyć

Krem BB o funkcji matującej i kontrolującej wydzielanie sebum. Wyciąg z brzoskwiń sprawia, że cera jest świeża i odżywiona podczas gdy zielona herbata działa matująco. Dzięki zawartości herbaty skóra jest promienna i żywa przez cały dzień.

Mój krem BB jest przeznaczony do cery tłustej. Posiadam co prawda cerę mieszaną, ale bliżej jej do tłustej niż suchej, więc pod tym względem wybór był łatwy. Odcień jaki wybrałam oznaczony jest nr 1 light beige, czyli najjaśniejszym - dostępny jest jeszcze odcień o nr 2 natural beige.

Krem BB dostajemy w kartonowym pudełeczku, na którym w większości są same krzaczki, więc generalnie ja nic z tego nie rozumiem - dobrze chociaż, że cyferki mają normalne, a nie krzaczkowe - przynajmniej wiem, że odcień jest taki jaki powinien być :D Tubka zawiera 30g produktu.

Gdzie go dostaniemy? Ja swój krem BB kupiłam na Allegro (37zł + 7zł przesyłka), dostępny jest również w sklepie internetowym PinkMelon (50zł), albo na Azjatyckim Bazarze (89zł) i zapewne na E-bay, ale ostatnio mi nie działa, Wam też?


Zrobiłam małe porównanie koloru z podkładem Wake Me Up od Rimmela w najjaśniejszym kolorze, czyli Ivory. Jak widać podkład Rimmela jest dużo ciemniejszy od kremu BB, więc jeżeli Wake Me Up jest dla Was odpowiedni albo za jasny, to nie polecam kupowania SKINFOODa w kolorze light beige. Odcień nr 1 jest jak dla mnie bardziej w tonacji różowej i jest przeznaczony dla osób z jasną (bardzo jasną) karnacją.


Krem BB konsystencją przypomina mi mus - łatwo się rozprowadza i pozostawia skórę aksamitną. Wydaje mi się, że będzie on wydajny, ale to się jeszcze zobaczy. Warto również wspomnieć, że produkt ślicznie pachnie - połączenie zielonej herbaty i brzoskwini, bardzo przyjemne i orzeźwiające. Zapach po kilku minutach się ulatnia.

Według obietnic producenta krem BB będzie działał matująco, nasza skóra będzie wyglądała świeżo i promiennie. A jak jest w praktyce? Na szczęście to wszystko jest prawdą ;)

Skóra po użyciu kremu BB ma wyrównany kolor. Od razu zaznaczam, że jego krycie nie jest spektakularne - większych niespodzianek nie zakryje, bardziej służy właśnie do wyrównania koloru. U mnie zakrywa delikatne zaczerwienienia oraz trochę piegi. Generalnie twarz po jego użyciu jest faktycznie promienna, zdrowa, delikatnie się błyszczy, ale nie jest to takie nachalne błyszczenie (mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi? ;)) - po prostu ładnie wygląda. Czy matuje? Szczerze mówiąc zależy od dnia. Były dni kiedy przez cały dzień moja twarz była matowa bez używania pudru i sama nie wierzyłam w to co widzę w lustrze, z drugiej strony są dni kiedy po 4 godzinach muszę się poratować chusteczkami.

Kolejnym plusem jest to, że krem BB nie zbiera się w zmarszczkach/porach - no jak dla mnie nic więcej mi nie potrzeba. Dodatkowo nie zauważyłam, aby znikał ze skóry czy też spływał, jak to miały u mnie w zwyczaju niektóre podkłady.

Jedynym minusem jest dostępność - fajnie by było mieć jakiś sklep w Polsce z oryginalnymi kremami BB, prawda? ;)

Dobra, koniec gadania - czas na efekty! Zdjęcia są jakie są - bardzo się starałam, aby były w miarę podobne i zrobione w podobnych warunkach, ale robienie sobie zdjęć z ręki to nie jest moja mocna strona. No nic, ocenę pozostawiam Wam ;)

bez kremu BB / z kremem BB
 
bez kremu BB / z kremem BB

bez kremu BB / z kremem BB

bez kremu BB / z kremem BB

z kremem BB

Osobiście jestem bardzo z kremu BB zadowolona i na chwilę obecną jest to mój KWC. Tak jak nigdy nie używałam podkładów - jedynie na większe wyjścia - tak jego mogę używać codziennie i nie muszę się martwić, że po kilku godzinach moja twarz będzie wyglądać gorzej niż przed nałożeniem. 

Mam nadzieję, że efekty - choć nie spektakularne - są widoczne i zachęciłam Was do zapoznania się z azjatyckimi produktami.

Miałyście jakieś kremy BB, czy dopiero się zastanawiacie nad ich kupnem? :)

16 lutego 2012

Garnier - MULTI-ACTIVE żel oczyszczający

Cześć,

Dzisiaj opowiem Wam o "bublu roku", czyli żelu do mycia twarzy od Garnier. Produkt był dołączony do zestawu świątecznego, który kupiłam mojej mamie, a że ona takich wynalazków nie używa, to go odziedziczyłam i z radością zaczęłam testowanie.


Wzbogacony w wyciąg z zielonej mięty i witaminę E żel oczyszczający MULTI-ACTIVE Garniera został stworzony, aby neutralizować toksyny (zanieczyszczenie powietrza, zaskórniki), które w ciągu dnia gromadzą się na skórze oraz usuwać makijaż. 
Twoja skóra jest odświeżona, widocznie oczyszczona, promienieje blaskiem. Przy codziennym stosowaniu pomaga skórze lepiej oddychać.

Jednakże zacznijmy od opakowania. Żel jest zamknięty w 200ml plastikowej buteleczce z dozownikiem i za to ma plus, lubię wszystkie opakowania z pompkami.

Żel jest rzadki, ale to nie wpływa na jego wydajność, ponieważ niewielka ilość starczy do umycia całej twarzy. Posiada moim zdaniem bardzo ładny, świeży zapach - kojarzy mi się z zieloną herbatą, mięty co prawda nie wyczuwam, ale strasznie mi się ten zapach podoba. Warto również wspomnieć, że żel dobrze się pieni - nie wiem jak Wy, ale ja lubię jak jest dużo piany, mam wrażenie, że moja skóra jest wtedy czystsza. Oczywiście nie mam uprzedzeń do żelów, które się nie pienią - je też lubię :)


Skóra po umyciu jest (a raczej była) gładka i na tym plusy się niestety kończą. Czy oczyszczał? Nie zauważyłam, twarz po umyciu była taka sama jak przed umyciem.

Wytrzymałam z tym żelem niecałe 2 tygodnie, myłam nim twarz zarówno rano jak i wieczorem i musiałam przestać. Produkt spowodował u mnie taki wysyp "niespodzianek", że się załamałam i prawie miesiąc doprowadzałam skórę do porządku - do dzisiaj jeszcze walczę z niektórymi pamiątkami po nim. Szczerze mówiąc zawiodłam się na nim, bardzo. Miałam inne żele z Garniera i byłam zadowolona, liczyłam że zaprzyjaźnię się z MULTI-ACTIVE, a tu nici.

skład

Podsumowując - nie mam zamiaru go już nigdy użyć do twarzy, co najwyżej stopy mogę nim umyć ;)

A jakie jest Wasze zdanie na temat tego żelu?

3 stycznia 2012

Essence - Crystaliced, rozświetlacz w płynie

Cześć,

Przedstawiam Wam hit ostatniego tygodnia, czyli rozświetlacz w płynie z limitowanej serii Crystalliced o której pisałam TUTAJ.


Jak widać rozświetlacz znajduje się w 15ml plastikowej buteleczce. Posiada ona dozownik, dzięki któremu możemy kontrolować ile danego produktu zużyjemy oraz daje gwarancje całkowitego jego wykorzystania (no, chyba że się pompka popsuje ;)).

Rozświetlacz sam w sobie jest cudowny! Zakochałam się w nim od pierwszego spojrzenia. Jest biały, czyli w końcu coś dla bladych osób, i jak dla mnie nie posiada drobinek - przynajmniej ja ich nie widzę, a podziwiam go na mojej twarzy już od kilku dni.


Jak widać na zdjęciu kosmetyk tworzy ładną taflę, która pięknie rozświetla spojrzenie, a co za tym idzie całą twarz.


Zrobiłam specjalnie zdjęcie z lampą, aby pokazać Wam jak produkt wygląda przy sztucznym oświetleniu. Kiedy się dokładnie przyjrzymy, to możemy zauważyć minimalne drobinki, jednakże nie zauważyłam aby cokolwiek się osypywało/migrowało po mojej twarzy.

Rozświetlacz miałam okazję przetestować już na sylwestra i muszę Wam powiedzieć, że spisał się świetnie. Wytrzymał na swoim miejscu tak długo dopóki go nie zmyłam, czyli coś koło 8 godzin (warto tutaj podkreślić, że mam cerę mieszaną). Nie zauważyłam również żeby przy aplikacji rolował podkład - wiadomo, jak będziemy mocno trzeć twarz, to w końcu podkład zejdzie, ale przy normalnej aplikacji nie powinno się to zdarzyć. Czytałam również, że produkt uczulił kilka osób - u mnie na szczęście żadna alergia się nie pojawiła.


Dodaję jeszcze zdjęcie na twarzy. Co prawda szału nie ma, bo nie nakładałam go dużo, ale myślę że coś tam widać - jeżeli nie, to jutro zrobię nowe zdjęcie, tylko dajcie znać :)

Podsumowując - jestem strasznie zadowolona z tego rozświetlacza, jeżeli macie okazję go zdobyć to nie zastanawiajcie się ani chwili tylko bierzcie.

Cena: ok. 9zł (cena widniejąca na standzie wynosi 10,99zł; Drogerie Natura)


A Wy macie już swój rozświetlacz z Crystalliced?
Czekam na opinie :)

28 października 2011

Bell - 2Skin, matujący puder z lusterkiem, nr 042

Hej,

Dzisiaj będzie o produkcie, z którym ostatnio bardzo się polubiłam, czyli o nowym pudrze z firmy Bell. Na stronie producenta możemy o nim przeczytać:

Jak Twoja druga skóra!
Zachwycająco lekki, matujący puder prasowany. Doskonale stapia się z cerą zapewniając niezwykle naturalne wykończenie makijażu – idealne dopasowanie, tzw. „Efekt niewidzialnej skóry”!
Dobroczynne działanie Miki gwarantuje miękkość aplikacji, pozostawiając Twoją skórę aksamitnie gładką i miękką w dotyku! Zawarty w formule pudru Kaolin posiada właściwości trwale matujące.
A maleńkie mikro gąbeczki matujące pochłaniają nadmiar sebum z naskórka przez co możesz cieszyć się nieskazitelnie matową cerą przez wiele godzin!
Kompleks Wit. C i E to połączenie ochrony i pielęgnacji, specjalnie z myślą o potrzebach skóry wrażliwej i delikatnej.


Zacznijmy standardowo od opakowania, za które moim zdaniem Bell powinno dostać jakąś nagrodę. Dotychczas moje wszystkie pudry były w zwykłych pojemniczkach, które samo z siebie się otwierało i kiedy chciałam wziąć taki kosmetyk do torebki, to musiałam go wiązać gumką recepturką. Z pudrem 2Skin nie mamy tego problemu - opakowanie jest na zatrzask i generalnie nie ma opcji, żeby samo z siebie się otworzyło. 


W środku znajdziemy dość duże lusterko i gąbeczkę, czyli kolejny plus dla firmy. Dzięki temu rozwiązaniu nie musimy nosić osobno lusterka oraz pędzla, co daje nam więcej miejsca w kosmetyczce. Osobiście z gąbeczki nie korzystam, ponieważ nie lubię, ale na pewno się przyda w nagłych sytuacjach, kiedy potrzebujemy szybkiej poprawki.


Posiadam puder w odcieniu 042, czyli naturalnym. Jako że to również była nagroda (tak, w tym roku mam cholernego farta), to nie miałam wpływu na to, jaki kolor do mnie przyjdzie. Ponieważ jestem blada - nawet latem - to zawsze wybierałam najjaśniejsze odcienie, tudzież transparentne, a i tak zdarzało się że coś było dla mnie za ciemne. Dlatego też kiedy zobaczyłam napis "natural" trochę się załamałam, ale na szczęście niepotrzebnie - puder w żadnym wypadku nie jest pomarańczowy. Generalnie puder jest bardzo jasny i idealnie wpasowuje się w kolor mojej cery. Ładnie wyrównuje jej kolor, matuje na większość dnia (z bazą o której pisałam TUTAJ wytrzymuje cały dzień) oraz pozostawia twarz gładką. Pamiętam jak nałożyłam go pierwszy raz, to nie mogłam przestać się oglądać w lusterku - na prawdę jestem z niego zadowolona, nawet bardziej niż z pudru Rimmela Stay Matte (o nim także kiedyś napiszę).


Puder podczas aplikacji nie osypuje się, przez co moim zdaniem starczy go na dość długo - na chwilę obecną używam go codziennie i ubytku żadnego nie widzę. Przyjemnie się rozprowadza i nie tworzy efektu maski. I rzecz najważniejsza - nie zapycha porów! Zawsze miałam problem, że po użyciu pudru następował nagły wysyp 'niespodzianek', a tutaj nic się nie dzieje, dlatego też puder zdobył moje serce.

skład

Podsumowując - jestem strasznie zadowolona, że puder trafił w moje ręce. W końcu znalazłam coś, co matuje moją twarz na dłużej niż 2 godziny. Z czystym sercem mogę go polecić :)


Cena: 15,50zł (do kupienia TUTAJ)

Miałyście okazję już go użyć? Jakie są Wasze wrażenia?



Korzystając z okazji chciałabym Was jeszcze zaprosić na profil na Facebook'u sklepu Leri, gdzie pod jednym z ostatnich postów można dodać linka do swojego bloga. Kiedy już nasz blog zostanie wybrany (a wybierają 5), to można otrzymać produkty do testowania z serii Anatomicals, o których można poczytać na sklepie lub na blogu C For Craving.

14 października 2011

Bell - Perfect Skin, matująco-wygładzająca baza pod makijaż

Cześć,

Dzisiaj chciałam Wam przedstawić nowość kosmetyczną, z którą ostatnio bardzo się polubiłam, mam na myśli matująco-wygładzającą bazę pod makijaż firmy Bell.

Na stronie producenta możemy przeczytać:

Posiada właściwości wyrównujące powierzchnię skóry, wygładza drobne zmarszczki i niedoskonałości cery.
Trwale matuje, zapobiega świeceniu się skóry i spływaniu makijażu.
Po zastosowaniu bazy skóra staje się aksamitnie gładka w dotyku. Baza ułatwia aplikację fluidu i przedłuża jego trwałość.
Zawiera mineralny filtr UVB.


Może zacznijmy od opakowania. Baza jest zamknięta w bardzo wygodnym, plastikowym odkręcanym słoiczku. Wygodnym, ponieważ średnica opakowania ma mniej więcej 4.5cm, więc bez problemu wyciągniemy ją palcami.


Baza jest w postaci lekko różowego musu, który łatwo i przyjemnie się rozprowadza. Generalnie zauważyłam, że po nałożeniu moja twarz jest leciutko jaśniejsza. Przy aplikacji skóra na twarzy robi się aksamitna i miła w dotyku - szczerze mówiąc to na początku nie mogłam się powstrzymać przed ciągłym dotykaniem twarzy ;) Na pewno mogę powiedzieć, że baza wygładza niedoskonałości, niestety nie zauważyłam żeby radziła sobie z delikatnymi zmarszczkami mimicznymi, ale o tym za chwilę. Produkt po aplikacji jest bez zapachu, jednak kiedy powąchałam bazę w opakowaniu, to przypomina mi tusz do rzęs - nie wiem dlaczego.


 Warto również wspomnieć, że po użyciu bazy bardzo łatwo nakłada się podkład na twarz. Powiedziałabym nawet, że "ślizga" się na naszej skórze, przez co korzystanie z podkładu staje się dla mnie mniej męczące. Generalnie, aby nałożyć bazę na twarz wystarczy jej bardzo niewiele - dlatego też wydaje mi się, że będzie ona wydajna i starczy na dość długo. Nie powiem, trochę się bałam jej użyć, ponieważ nie wiedziałam jak moja problematyczna skóra na nią zareaguje. Na szczęście nic strasznego się nie wydarzyło i po codziennym stosowaniu mogę powiedzieć, że baza mnie nie "zapycha".

skład


I teraz chyba najważniejsza część recenzji, czyli czy baza faktycznie matuję naszą twarz? Zdecydowanie tak! Używałam bazy na trzy różne sposoby:
  1. Sama baza - tutaj mogę powiedzieć, że produkt spisuje się na czwórkę z plusem. Po nałożeniu samej bazy twarz pozostaje matowa przez większą część dnia, co jest dla mnie plusem, aczkolwiek marzeniem byłoby jakby sama baza utrzymywała mat przez cały dzień.
  2. Baza + puder prasowany z tej samej serii (recenzja niedługo) - tutaj sytuacja ma się o wiele lepiej. Twarz pozostaje matowa przez cały dzień, puder nie spływa nam z twarzy i nie potrzeba większych poprawek, aby ładnie wyglądać.
  3. Baza + podkład + puder - szczerze mówiąc, to w tym przypadku baza sprawdziła się trochę gorzej. Jak już wyżej wspomniałam, baza nie wyrównała u mnie zmarszczek mimicznych wokół ust. Nie są one jakieś głębokie, dlatego też liczyłam na to, że podkład nie będzie się zbierał w zagłębieniach - niestety czy z bazą czy bez podkład ląduje w zmarszczkach tworząc nieestetycznie linie, które osobiście mnie bardzo denerwują. Żeby nie było, buzia w tym wydaniu również jest matowa cały dzień, tylko te zmarszczki... ;)
Podsumowując. Bardzo się cieszę, że miałam okazję wypróbować tę bazę, na pewno zostanie ze mną na długo :)

Miałyście okazję ją przetestować?


Cena: 19zł (do kupienia TUTAJ)



Chciałam Wam jeszcze powiedzieć, że kupiłam wczoraj masło do ciała o zapachu mango w Biedronce i niestety się trochę zawiodłam. Ale o tym może jutro, także zapraszam do obserwowania lub polubienia kallineczki na facebook'u :)

17 września 2011

Bell – prasowany róż do policzków, nr 002

Cześć,

Dzisiaj będzie o kosmetyku, który moim zdaniem powinien znajdować się w kosmetyczce każdej kobiety. Mam na myśli oczywiście róż do policzków. Mój wybór padł na firmę Bell – mam do niej sentyment, jak byłam dzieciakiem, to kupowałam ich produkty (są w przystępnych cenach) i zostało mi tak do dzisiaj. No ale do rzeczy. Na stronie producenta możemy przeczytać:

Lekki, nie zatykający porów skórnych róż, z zawartością naturalnych antyutleniaczy - witaminy C i E.
W wyjątkowy sposób ożywia cerę i dodaje urody.
Doskonale skomponowane odcienie, plastycznie zespalają się z kolorytem cery, nadają jej naturalnego i młodzieńczego wyglądu.
Zastosowanie drobinek miki sprawia, że róż nakłada się łatwo, nie tworzy smug i utrzymuje się na twarzy przez cały dzień. 


Będąc rok temu w drogerii miałam do wyboru róż różowy albo pomarańczowe (tak sobie je podzieliłam ;)), a że wiem jak wyglądam z pomarańczą na policzkach (tragicznie), to wybór nie był trudny. Wzięłam na ślepo róż o numerze 2, czyli ten najbardziej różowy i szczęśliwa pomaszerowałam do domu.

Róż znajduje się w plastikowym okrągłym opakowaniu, dokładnie takie jak ma większość cieni do powiek – jest zamykane na zatrzask. Trochę jest niewygodne, ale da się przeżyć.


Róż jest bardzo wydajny i całkowicie matowy. Używam go od zeszłego roku i mam wrażenie że go wcale nie ubywa. Co do jego konsystencji to jest twardy jak kamień, przez co nie rozsypuje się przy aplikacji, więc może stąd jego wydajność.

Generalnie tym różem nie można zrobić sobie krzywdy. Jest bardzo delikatny przy nakładaniu, nie pozostawia smug i tak szczerze mówiąc trzeba się trochę pobawić, żeby cokolwiek było widać. Dla mnie jest to ogromny plus, nie lubię mieć za dużo koloru na policzkach. Dodaję zdjęcie z różem na policzkach, nie wiem czy się czegoś na nim doszukacie ;) Czytałam również opinie, że jest on nietrwały – z tym nie mogę się zgodzić. Testowałam go ostatnio na weselu i u mnie wytrzymał cały dzień.




Cena: 6zł

A jak już jesteśmy przy temacie firmy Bell, to chciałam się pochwalić, że wygrałam u nich na FB kosmetyki do testowania. Także możecie się spodziewać recenzji za jakiś czas :)

Macie jakieś ulubione kosmetyki z Bell?

23 sierpnia 2011

Perfecta Cera Mieszana - Dotleniający krem matujący i zwężający pory z energią Q10

Krem ten kupiłam jakieś pół roku temu po dobrych opiniach na KWC. Podchodziłam do niego trochę sceptycznie, ponieważ mało co sprawiało, że moja twarz była matowa i na żadne cuda nie liczyłam. Na stronie producenta możemy przeczytać:

Przeznaczony dla osób w każdym wieku, do specjalnej pielęgnacji cery mieszanej, czyli tłustej w strefie T (czoło, nos, broda) i suchej na policzkach. Zawiera wyselekcjonowany z wiązówki błotnej kompleks o nazwie Sebocontrol, który w znaczący sposób ogranicza wydzielanie łoju, zwęża średnicę porów oraz działa antybakteryjnie. Mikroperły matujące chłoną z powierzchni skóry nadmiar sebum i likwidują ślady połysku nadając cerze długotrwały matowy wygląd. Dzięki dotleniającej formule z energią Q10 krem pobudza funkcje oddechowe komórek oraz międzykomórkowy przepływ energii. Poprawia koloryt, nawilża, a także odświeża i ożywia zmęczoną, szarą cerę. Filtry mineralne UVA/UVB chronią skórę przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych.

Mam cerę mieszaną, która świeci się jak przysłowiowe „psu jajca” - bez względu na to ile pudru na nią nałożę. Jednak cuda się czasami zdarzają i ten krem na mnie podziałał, producent mnie nie oszukał tylko zachęcającym do kupna opisem. Przede wszystkim matowi, nie muszę używać pudru, żeby wyjść do ludzi – trzyma cały dzień. Jeśli już się maluję, to makijaż wytrzymuje dłużej na mojej twarzy. Oprócz tego krem zwężył pory, przez co moja twarz wygląda o niebo lepiej odkąd używam tego kremu. Na dodatek mogę zapomnieć o jakichkolwiek niespodziankach, przestały się pojawiać. Moim zdaniem krem średnio się rozprowadza, jest trochę tępy jeśli wiecie o co mi chodzi. Obecnie korzystam z drugiego opakowania tego kremu i jestem zadowolona. Mam tylko wrażenie, że pierwsze opakowanie miało ładniejszy zapach – kojarzyło mi się z ogórkiem, a teraz przy nakładaniu czuję zgniłą rybę. Nie wiem od czego to zależy, na pewno nie jest przeterminowany, już to sprawdziłam. Niestety wyrzuciłam pudełko po kremie, więc nie podam Wam jego składu. A jakie są Wasze opinie na temat tego kremu?


Cena: 16zł (Tesco / Rossmann)


A już niedługo recenzja farby do włosów z Avon'u - zapraszam do obserwowania bloga :)



18 sierpnia 2011

Be Beauty Face Expertiv – Micelarny żel do mycia i demakijażu

Hurra, w końcu mogę napisać posta.

Jeszcze niedawno gdzie nie spojrzałam dziewczyny zachwalały płyny micelarne. Były one wszędzie, a że nigdy nie słyszałam o tym wynalazku, to postanowiłam go kiedyś wypróbować. Ostatecznie kupiłam żel, a nie na płyn, ale i tak już teraz wiem nad czym się tak zachwycały dziewczyny. Produkt ten jest r-e-w-e-l-a-c-y-j-n-y do demakijażu. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy po umyciu twarzy nie było na niej ani śladu po makijażu. Mój wieczorny rytuał wyglądał dotychczas tak: zmywanie oczu mleczkiem do demakijażu, mycie twarzy, następnie poprawianie mleczkiem, bo zawsze zostawały mi wory pod oczami od tuszu. Z tym żelem nie musiałam używać nawet mleczka, coś pięknego. Żel jest wydajny – wystarczy mała kropla na całą twarz, dobrze się rozprowadza, jest gęsty i ma ładny, delikatny morski (?) zapach oraz nie szczypie w oczy jak do nich dostanie. Co prawda się nie pieni, ale osobiście mi to nie przeszkadza. Oprócz tego, że ładnie zmywa makijaż, to twarz po użyciu nie jest ściągnięta, tylko ładnie nawilżona. Świetny produkt za śmieszne pieniądze – polecam!

Cena: ok. 6zł (Biedronka) 


skład